Jestem przekonany, że każdy z nas ma gdzieś szufladę. Nie musi być drewniana, czasem to stary zeszyt, folder na komputerze albo notatnik w telefonie. Moja szuflada, a właściwie pojemnik leży na strychu, z zeszytami, notesami i medalami za maratony biegowe.
Moje pomysły sięgają jeszcze czasów dinozaurów 🦖, kiedy rozpoczynałem szkołę podstawową. Już wtedy głowa była pełna dziecięcych pomysłów.
Nagrywałem się na magnetofonie, a później prowadziłem własną listę przebojów. W mojej głowie istniała cała rozgłośnia radiowa – z fikcyjnymi słuchaczami, którzy telefonowali i głosowali na ulubione utwory. Co ciekawe, jeden z moich kawałków wyjątkowo długo nie chciał oddać pierwszego miejsca. Patrząc z perspektywy czasu… chyba byłem trochę stronniczym prowadzącym. 😄
Własne utwory wymyślałem i prawie codziennie odtwarzałem je w głowie. Nie było mnie stać na komputer. Przez lata wymyśliłem kilkanaście kawałków, niestety tylko kilka z nich przetrwało do momentu kupienia komputera z potwornie szybkim procesorem 512 Mhz 😅.
Muzyka była tylko początkiem. W tym samym pojemniku leżą też absurdalne historie, pierwsze pomysły na programy, projekty społeczne i rzeczy, o których dziś sam czasem zapominam. Do niektórych z nich wrócę w kolejnych wpisach.
Jeśli masz coś w swojej szufladzie, nie bój się do niej zajrzeć. Być może czeka tam pomysł, który po latach okaże się cenniejszy, niż dziś myślisz..
