Często słyszę pytanie, skąd biorę tyle pomysłów.
Prawda jest taka, że w 99% przypadków nie zaczynam od słów.
Zaczynam od obrazu.
Kiedy wpadam na nowy pomysł, w mojej głowie od razu pojawiają się gotowe sceny. Widzę ludzi, miejsca, dialogi i przebieg wydarzeń. Dopiero później próbuję ubrać to wszystko w słowa.
Ma to swoje zalety, ale również wady.
Pisząc swój thriller psychologiczny, ukończyłem pierwszy tom w trzy miesiące. Największym wyzwaniem nie było jednak wymyślenie historii, lecz przełożenie tego, co widziałem w wyobraźni, na tekst. Czasami miałem wrażenie, że opisuję gotowy film, który odtwarza się tylko w mojej głowie.
Nie twierdzę, że napisałem literacki bestseller. Uważam jednak, że książkę czyta się płynnie właśnie dlatego, że została napisana obrazami. Być może łatwiej odnajdzie się w niej reżyser niż krytyk literacki. 😄
Ta cecha pomaga mi również przy tworzeniu prostych filmów, animacji czy grafik. Nigdy nie kończyłem szkoły filmowej, ale myślenie obrazami sprawia, że naturalnie myślę o kadrach, scenach i sposobie pokazania historii.
Dzisiaj wiem, że właśnie tak rodzi się większość moich pomysłów.
Najpierw widzę.
Dopiero później opisuję.
A jak wygląda to u Ciebie?
Czy najpierw pojawiają się obrazy, słowa, emocje, a może wszystko zaczyna się od jednego pytania?

